Nasza grupa, składająca się z pięciu członków zespołu, naszego technika – Tero Kinnunena oraz naszego menadżera Ewo, spotkała się w cafe na lotnisku w Helsinkach, gdzie byli również ludzie programu Channel 4 oraz radia Ylen Ykkönen. Media wydawały się być zainteresowane naszym tournée po Połuniowej Ameryce. Reporterzy Channel 4 dali nam butelkę kremu do opalania, którego nie użyliśmy w czasie trwania całego wyjazdu.
Początek nie jest za dobry. Na lotnisku w Sao Paulo zastanawialiśmy się, dlaczego większość naszych rzeczy, w tym instrumentów poleciała do Paryża. Na szczęście koncert nie jest następnego dnia. Po 14 godzinach lotu mogliśmy skorzystać z pokojów hotelowych i ciepłych łóżek. Niestety miejscowy promotor zarezerwował dzień pełen wywiadów, spotkań prasowych, rozdawania autografów oraz sesji zdjęciowych.
Tej samej nocy polecieliśmy do Curitiby, gdzie miał się odbyć pierwszy koncert. Nasze rzeczy już tam są. Najgorsze za nami.
W Brazylii jest zima, co oznacza, że temperatury są poniżej 10°C oraz chłodne pokoje hotelowe.
Sesja z autografami w miejscowym studiu nagrań pozwala nam zaznać bardzo chwalonej południowoamerykańskiej publiczności. Były tam setki krzyczących ludzi. Bez ochrony wszystko wymknęłoby się spod kontroli. Doszło nawet do tego, że biegli za naszym samochodem setki metrów z aparatami w rękach. Zastanawiam się, jak dobrze ci ludzie nas znają.
Tarja wykazuje drobne oznaki choroby, przez co wyprzedany koncert jest skrócony o trzy utwory.
Wczesnym rankiem polecieliśmy z powrotem do Sao Paulo. To było najlepsze miejsce naszej podróży. Był tam też największy tłum fanów. Ceny biletów są wręcz szokujące. 25 do 30 USD – dwutygodniowa wypłata dla lokalnego pracownika. Pomimo to bilety na koncert są wyprzedane. Jest to jeden z powodów, dlaczego przed koncertem byliśmy, poza zdenerwowaniem, zdeterminowani pokazać to, co potrafimy. Lokalna stacja MTV przybyła i pytała o popularność salsy w Finlandii. Wywiady, zdjęcia oraz chwalenie fińskiej muzyki. Koncert uderza w oko byka. 2200 ust śpiewało refreny wszystkich piosenek, a gdy któreś z nas podnosiło rękę, 4400 innych rąk robiło dokładnie to samo.
Jedynym minusem tego wszystkiego jest strasznie wysoka temperatura w hali koncertowej. Sprawiła ona, że pięć osób w pierwszym rzędzie zemdlało. Wyglądało to strasznie. Na szczęście ochrona wiedziała, co robić. Gdy wyszliśmy się ukłonić po koncercie, nie myślałem o niczym. Krzyk dziękującego tłumu był ogłuszający. Brzmiało to niesamowicie.